Szczerze mówiąc, nie wierzę, że to się wydarzyło. Jak ktokolwiek ma zweryfikować, czy to się zdarzyło, czy nie? Wydaje się, że istnieje wzór ludzi, którzy wykorzystują rzekome (słowo kluczowe: rzekome) prywatne słowa martwego człowieka jako narzędzie do promowania antyizraelskiej, anty–czegokolwiek, co aktualnie robi Trump, agendy. Może ludzie powinni przestać przywoływać Charliego, skoro go już nie ma i nie ma sposobu, aby wyprostować sprawy? Tylko taka myśl. To także głupota udawać, że musimy akceptować cokolwiek, co rzekomo powiedział Charlie, jako to, w co powinniśmy mocno wierzyć lub co powinniśmy wspierać w kontekście naszych pozycji politycznych. On nie jest królewiczem. On nie jest Bogiem. Nie ustala standardów. Nie jest nawet wybranym urzędnikiem. Mamy absolutne prawo sprzeciwiać się mu jako konserwatyści w kwestiach, które chcemy.