Jeśli SCOTUS popiera obywatelstwo z tytułu urodzenia, to istnieje duża szansa (z wyjątkiem przyszłego rozpatrzenia tej kwestii przez sąd lub całkowitego moratorium na imigrację), że ten kraj utknie w permanentnej spirali śmierci bez nadziei na ratunek. Potrzeba tylko kilku pokoleń, zanim w końcu umrze. Nie, to nie jest przesada. Szanse na to, że Konstytucja kiedykolwiek zostanie zmieniona, aby obalić takie orzeczenie Sądu Najwyższego, są znikome. Demokraci reflexyjnie sprzeciwią się każdej takiej poprawce z czystej złośliwości i politycznego zysku. Wiedzą, że masowa migracja i obywatelstwo z tytułu urodzenia to dwa klucze do władzy dla ich własnej strony. Nigdy się tego nie wyrzekną, nawet jeśli w końcu zabiłoby to ich własną partię w dalekiej przyszłości, gdy kraj się rozpadnie. Bez nawet mniejszości wsparcia Demokratów w Kongresie i garstki legislatur stanów niebieskich, nie ma matematycznego sposobu na przegłosowanie poprawki. A przy utrzymanym obywatelstwie z tytułu urodzenia, to tylko kwestia czasu, aż krytyczna masa kulturowo niekompatybilnych nie-Amerykanów z krajów trzeciego świata przybędzie tutaj, urodzi dzieci kotwiczące i przytłoczy istniejący elektorat tego kraju przez czystą ciężkość liczby. To wydarzy się etapami, a nie wszystko naraz. Potrzebne będą dekady, a nie dni. Ale to i tak się wydarzy. I nigdy nie zostanie odwrócone. Orzeczenie takie jak to zredukowałoby "bycie Amerykaninem" do bezsensownej abstrakcji.