Sprawa przeciwko Tylerowi Robinsonowi jest prosta. Ich DNA zostało pobrane z samego Mausera 98 (spust, uchwyt zamka, wszędzie tam, gdzie dotknąłbyś, gdybyś obsługiwał broń), plus ręcznik, którego użył jako podparcie policzka, śrubokręt, który zostawił, a nawet wewnątrz zużytej łuski, która wypadła po naciśnięciu spustu. Mówimy o dopasowaniu na poziomie jednego na biliony bilionów, o takim numerze, który sprawia, że „zły facet” jest matematycznie niemożliwy. Oprócz tego, stanowe laboratorium kryminalistyczne będzie musiało potwierdzić w sądzie, że kula, która zabiła Charliego, ma dokładnie te same ślady bruzdowe co testowe naboje wystrzelone z tego konkretnego Mausera. Więc chyba że ktoś chce twierdzić, że prokuratorzy z Utah są na tyle głupi, by sfałszować światowej klasy dowody DNA i balistyki w najbardziej obserwowanej sprawie dekady (wiedząc, że każda przyzwoita drużyna obrony może wysłać to wszystko do niezależnego laboratorium i zrujnować całą sprawę w pięć minut, doprowadzając do ich dyskwalifikacji i umorzenia sprawy), tak, Tyler Robinson to ten facet, który wszedł na ten dach i zastrzelił Charliego Kirka.