Rewolucyjni lewicowcy właśnie wydali ponad 600 dolarów na loty do Hawany, co stanowi lata zarobków dla przeciętnego Kubańczyka, wszystko po to, by odgrywać rewolucję przed kolejkami po chleb, wędrując po ruinach jak na jakimś safari, śpiewając Guantanamerę i pouczając miejscowych o "złym" amerykańskim kapitalizmie.