Woke Prawica Kłamstwo Dnia: "Każde prawo legislacyjne narzuca moralność." To konkretne kłamstwo jest interesujące, ponieważ nie jest koniecznie fałszywe samo w sobie; po prostu wprowadza w błąd. Celem tego stwierdzenia jest przesunięcie argumentu z właściwych podstaw na niewłaściwe. To typowy rodzaj manipulacji w dialektycznej wojnie politycznej. Zmuszając ludzi do argumentowania na temat danego zagadnienia w niewłaściwy sposób, mogą posuwać swoją agendę naprzód dzięki energii generowanej przez argument. Tymczasem sam argument, trzymany na niewłaściwych warunkach i w niewłaściwym miejscu, uniemożliwia opozycji zbudowanie odpowiedniej obrony. W wolnych krajach, lub ogólnie w sytuacjach nie-totalitarnych, prawo nie dotyka większości życia. To psychologicznie trudne, ponieważ gdy myślisz o prawie lub regulacjach, myślisz o miejscach, w których to prawo ma zastosowanie, co utrudnia myślenie o wszystkich miejscach, w których go nie ma. Pierwsza poprawka w amerykańskim systemie obejmuje zarówno klauzulę o ustanowieniu, jak i klauzulę o wolności praktyk religijnych, na przykład. To państwo wyraźnie mówi, że nie będzie miało nic do czynienia z legislacją religii w tym systemie. Poza ochroną niezbywalnych praw każdego, amerykańskie państwo dobrowolnie wycofuje się z nadawania prawu jurysdykcji nad praktykami religijnymi. Mówiąc w prost, masz tutaj wolność religijną. W amerykańskim systemie mamy również "samorządność", która opiera się na idei, że prawo powinno dotykać jak najmniej, aby ludzie mogli zarządzać swoimi sprawami z jak największą wolnością. To nie znaczy, że nie ma prawa ani że nie ogranicza ono ludzkich zachowań; chodzi o to, że prawo minimalizuje swoją jurysdykcję, umożliwiając suwerenność jednostki nad sprawami jej własnego życia w maksymalnym stopniu w sprawiedliwym społeczeństwie. Rozumiem, że mamy wiele regulacji i w wielu sytuacjach możemy być rzeczywiście nadmiernie regulowani (choć w innych obszarach, bez wątpienia, niedoregulowani). Ustalenie właściwej jurysdykcji jest trudne, ale chodzi o to, że jurysdykcja prawa jest rzeczywistym argumentem, który jest proponowany, a nie natura tego, czym jest samo prawo. Teraz, może być prawdą lub nie, że wszystkie przepisy/prawa narzucają moralność. To interesująca dyskusja filozoficzna, przypuszczam. Konwencjonalne podejście mówi, że się pokrywają, ale nie są identyczne, ale, szczerze mówiąc, kogo to obchodzi w codziennym życiu? Chodzi o to, że to po prostu nie jest istotne. Chodzi o to, że nie chodzi o naturę prawa (czym jest prawo), ale o jurysdykcję prawa (gdzie i do czego prawo ma zastosowanie). Woke Prawica chce rozszerzyć zasięg prawa. To znaczy, chcą narzucić (swoje własne) "moralne" prawa w miejscach, gdzie my, w wolnych społeczeństwach, ogólnie odrzucamy ideę, że prawo powinno mieć zastosowanie, jak w prywatności twojego domu do rzeczy, które nie powodują bezpośredniej szkody nikomu i nie naruszają niezbywalnych praw innych. Argument, który powinniśmy z nimi prowadzić, to czy powinniśmy rozszerzyć zasięg prawa, czy nawet czy powinniśmy dać im kontrolę nad tym rozszerzeniem, zwłaszcza gdy zamierzają to zrobić w wyraźnie sekciarski sposób. Celem Woke Prawicy jest zmuszenie ludzi do argumentowania, czy "legislujemy moralność", aby mogli powiedzieć "wszystkie prawa legislacyjne narzucają moralność" i dodać implikację, że mogą rozszerzyć jurysdykcję, w której mogą legislować zgodnie z własną moralnością. Prawdziwe pytanie na stole nie dotyczy tego, czy prawo, jako prawo, dotyczy narzucania moralności przez państwo; chodzi o to, czy państwo ma jakiekolwiek prawo sięgać w miejsca, w które nie ma prawa sięgać. Zmuszając nas do argumentowania, czy prawo, jako prawo, jest moralnością w formie prawnej, tracimy z oczu fakt, że argument dotyczy jurysdykcji, a nie natury prawa. Co gorsza, podejmując ten argument, dajemy ludziom, którzy go wywołują, wystarczająco dużo podstaw do zbudowania mocnej tezy, że to, co proponują, nie jest nierozsądne. Mogą przedstawić mocny argument, że prawo w pewien sposób narzuca moralność, a tym samym wydają się rozsądni w swoim rzeczywistym, ale ukrytym, argumencie: państwo powinno rozszerzyć swoją jurysdykcję, aby legislować rzeczy, które nie mają nic wspólnego z legislacją (np. zagrażanie wolności religijnej to obalenie Pierwszej Poprawki, co w efekcie oznacza porzucenie Stanów Zjednoczonych na rzecz innej Ameryki). Więc, rozplątajmy, co naprawdę się dzieje z tymi zwodniczymi argumentami i prowadźmy prawdziwe dyskusje.