Właśnie wróciłem z projektu "Hail Mary". Nie pamiętam już, czy książka była ciekawsza, bo minęło sporo czasu, ale wydaje mi się, że film pięknie i uroczo uchwycił wiele pominiętych treści. Było wiele wzruszających scen, a mój mąż, który nie czytał książki, obok odkręcał kran... Zawsze lubię zamknięte zakończenia, a Ryan Gosling ma w sobie młodzieńczą świeżość jak na swój wiek. W każdym razie było fajnie. Też chciałbym opuścić Ziemię i ludzi, bo to wszystko jest już nudne.