To była Kuba wczoraj. Każdy zachodni "wyzwoliciel" zatrzymał się w pięciogwiazdkowym hotelu z prądem. Oni także spędzali czas w barach i restauracjach lub kupowali pamiątki. To nie jest "solidarność". Nazwijmy to po imieniu: sygnalizowanie cnoty. Byłem na Kubie przypadkiem w tym samym czasie. Widziałem tych ludzi i wiedziałem, że to kłopoty. Więc wyjechałem dzień wcześniej.